Jacka… Pietuszki!

 

Dzisiejsza (25 października 2014 r., godz. 17.00) premiera monodramu pt. Moskwa-Pietuszki wg Wieniedikta Jerofiejewa w wykonaniu Jacka Sawickiego (reż. Jolanta Hinc-Mackiewicz) to spektakl, który… Nie, przymiotniki niech się Wam nasuną same, jak już będziecie czytali (jeśli będziecie) to, co poniżej.

Najpierw okazało się, że wszystkie bilety na spektakl zostały sprzedane już na dwa dni przed datą premiery, co spowodowało, że niektórzy z dziś przybyłych musieli albo obejść się smakiem, albo odejść z kwitkiem (w końcu mieli jakiś wybór!), bo w Sali Kameralnej SOK nie było już dla nich od 48 godzin żadnych miejsc.

A więc sala nabita, szum oczekiwania w atmosferze sali i w końcu światła gasną…

 

{cmp_start idkey=964[url=http%3A%2F%2Ftomaszwyszkowski.pl%2Frecenzje%2F421-jacka-pietuszki][title=Jacka...+Pietuszki][desc=]}

 

Jacka… Pietuszki!

 

Dzisiejsza (25 października 2014 r., godz. 17.00) premiera monodramu pt. Moskwa-Pietuszki wg Wieniedikta Jerofiejewa w wykonaniu Jacka Sawickiego (reż. Jolanta Hinc-Mackiewicz) to spektakl, który… Nie, przymiotniki niech się Wam nasuną same, jak już będziecie czytali (jeśli będziecie) to, co poniżej.

Najpierw okazało się, że wszystkie bilety na spektakl zostały sprzedane już na dwa dni przed datą premiery, co spowodowało, że niektórzy z dziś przybyłych musieli albo obejść się smakiem, albo odejść z kwitkiem (w końcu mieli jakiś wybór!), bo w Sali Kameralnej SOK nie było już dla nich od 48 godzin żadnych miejsc.

A więc sala nabita, szum oczekiwania w atmosferze sali i w końcu światła gasną…

 

Jacka… Pietuszki! (2)

 

Jacek zaczął jakby niepewnie (tak myślałem obserwując pierwsze minuty i tuziny minut, później zrozumiałem(!), ale o tym niżej). Początkowo siedzący na widowni byli raczej wystawieni na działanie słów. Postać Jacka to była postać, która po pierwsze, wyglądała, po pierwsze mówiła słowa, i po pierwsze poruszała się po scenie, czyli robiła to, co robi każdy człowiek, każda osoba, każda postać widziana po raz pierwszy, czyli robiła… pierwsze wrażenie! To moje pierwsze wrażenie tej postaci, wywołało we mnie uczucie właśnie niepewności. Niby mówi ona (ta postać) do mnie rzeczy osobiste, wręcz intymne – zwierza mi się, ale jakby niepewnie, nie wiedząc, jak to wszystko przyjmę. Czuło się tę niepewność, oj, czuło. Dlaczego tak? – myślałem…

Ale za chwilę do głosu i do mojej świadomości zaczęły dochodzić inne bodźce. Korzystnie wykorzystane światła, muzyka (w opracowaniu samego Jacka Sawickiego) i efekty dźwiękowe i nagrania (Jacek Racis) zaczęły tworzyć przed naszymi oczami i… uszami spektakl, który był jakby czymś więcej niż monodramem, ale w dalszym ciągu nie przestawał zasługiwać na to miano. Dialog z głosem z taśmy w kolejowym bufecie, głosy anielskie, po których postać rozpoczyna z nimi dialog i tłumaczenie się przed głosem „pana władzy”, to zabiegi rozbudowujące dzięki naszym uszom i naszej wyobraźni przestrzeń sceny i dające nam poczucie… rzeczywistości(!), o którym jeszcze tutaj będę pisał.

A więc siedzimy, patrzymy oczami naszej twarzy i słuchamy uszami naszej głowy, a oczy i uszy naszej wyobraźni widzą i słyszą wielką halę dworca, wnętrze bufetu, perony, przy których pociągi – wśród komunikatów megafonowych – oczekują na pasażerów. Ale na scenie zaczyna dziać się coś nieoczekiwanego. Zaczynam sobie uświadamiać, że Jacek rzeczywiście zaczął niepewnie, ale (świadomie czy nie – co za różnica!) przecież każdy człowiek, każda osoba, każda postać widziana po raz pierwszy właśnie tak zaczyna! Jakże autentycznie zaczęliśmy się do postaci przyzwyczajać, jakże chętnie zaczęliśmy jej pozwalać na więcej: więcej ekspresji, więcej dynamiki, więcej śmiałości w słowach i gestach. Aż wreszcie… kupił nas!

 

Jacka… Pietuszki! (3)

 

Postać stworzona przez Jacka, jak to się wyświechtanie mówi, zaczęła zyskiwać przy głębszym poznaniu. Ale – tu mała dygresja – jak to ostatnio w pewnej rozmowie starałem się z kimś ustalić – czy rzeczywiście, gdy kogoś bliżej poznajemy, to czy my sami się nie zmieniamy?, czy my po prostu statycznie „poznajemy” kogoś „bliżej”? Wydaje się, że tzw. „bliższe poznanie” to jest proces wpływający na obie strony, które albo tworzą coś więcej, albo nie. Gdy tworzą, wtedy to bliższe poznanie zaczyna do siebie obie strony zbliżać. Tak właśnie zaczęło się dziać pomiędzy sceną, a widownią.

Jacek swoją postacią zaczął nam ufać. Nie były to już tylko wypowiadane słowa, jak z początku spektaklu, odnosiło się wrażenie, że postać chce do granic możliwości, jak sama mówiła, jeszcze raz w życiu niemożliwie poszerzyć granice intymności, że chce mieć w nas kogoś, kto na nią czeka, kto rozumie, kto… zrozumie. Największe momenty były przed nami…

Gdy postać grana przez aktora stawała w samym środku sceny, gdy przeżywała największe uniesienia, nie było na widowni nikogo (tak śmiem sądzić), kto by jej nie obdarzył tym oczekiwaniem i zrozumieniem. To były też wspaniałe teatralne momenty, jakich nie często można doświadczyć; w takich chwilach to, co działo się w atmosferze Sali można opisać następująco: głos aktora, jego postawa, jego gestykulacja, światło, sposób trzymania głowy i ramion kazały wstrzymywać oddech, a w ciszy, w której padały jego ledwie, ale wyraźnie (w sam raz wyraźnie!) słyszalne słowa, czuło się, że to, co się słyszy, jest ważne i uniwersalne, i że nie wolno tej ciszy zmącić, tylko wysłuchać do końca…

Cisza… Przede wszystkim ciszę i ledwie słyszalny, ale wyraźny głos Jacka zapamiętam najbardziej z tego spektaklu. W ciszy można poczuć rzeczywistość, można usłyszeć otaczający świat, w takich chwilach mieliśmy do czynienia z czymś/kimś autentycznie rzeczywistym…

 

Jacka… Pietuszki! (4)

 

Reżyserka i aktor mogą być dumni z tej realizacji, ale na barkach Jacka, jedynego (przecież monodram!) aktora spoczywał największy ciężar. Myślę, że dzisiejszą Moskwę-Pietuszki, egzystencjalny dramat, który do uzewnętrznienia i zwerbalizowania tego odwiecznego bólu człowieczego wykorzystuje nałóg, alkoholizm, beznadzieję samotności, można bez przesady nazwać, jak w tytule niniejszej recenzji! Trzeba mu to oddać – przyszedł, zobaczył i zwyciężył: to były Jacka… Pietuszki.

Ocena: * * *

DZIEŁO SZTUKI!

© 2014-10-25 by Tomasz Wyszkowski

 


2017 06 25 Zrozumienie siebie to początek

Ocean

Święto

Pewność

PEWNOŚĆ

Myślisz, że do tej pory wierzyłeś, że myślisz, że wiesz.
Teraz wiesz, że wierzysz, że myślisz.
A kiedy się dowiesz, że myślisz, że wierzysz...?
...Gdy uwierzysz, że myślisz, że wiesz?
Nie wiesz…?
Nie do pomyślenia, w co można uwierzyć, że się wie.
Wprost nie do wiary.
Pomyślisz… i już nie wiesz, w co wierzyć. 


© 2017-09-10 by Tomasz Wyszkowski