Hazard w barwach „Tęczy”

Chyba Wam jeszcze nie mówiłem, ale czasami budzi się we mnie hazardzista. Nie pociągają mnie jednak kasyna – tam na dwoje... krupier wróżył. Daleko bardziej wolę się założyć, na przykład z Piotrkiem – gdy się idzie o dobry zakład można zacisnąć zęby i dopomagając ślepemu losowi doprowadzić go (i mnie) do szczęśliwego, to znaczy zyskownego końca. Czyli: siła charakteru przychodzi z pomocą ślepemu losowi. Tak właśnie było tym razem. Ten zew hazardzisty kazał mi się założyć - założyłem się. Warto było.

{cmp_start idkey=7509[url=http%3A%2F%2Ftomaszwyszkowski.pl%2Fmuchomor-albo-moc-humoru%2F396-hazard-w-barwach-teczy][title=Hazard+w+barwach+%E2%80%9ET%C4%99czy%E2%80%9D][desc=]}

Hazard w barwach „Tęczy”

Chyba Wam jeszcze nie mówiłem, ale czasami budzi się we mnie hazardzista. Nie pociągają mnie jednak kasyna – tam na dwoje... krupier wróżył. Daleko bardziej wolę się założyć, na przykład z Piotrkiem – gdy się idzie o dobry zakład można zacisnąć zęby i dopomagając ślepemu losowi doprowadzić go (i mnie) do szczęśliwego, to znaczy zyskownego końca. Czyli: siła charakteru przychodzi z pomocą ślepemu losowi. Tak właśnie było tym razem. Ten zew hazardzisty kazał mi się założyć - założyłem się. Warto było.

Hazard... 1


Niedługo potem nie sprzątnąwszy zbyt dokładnie naszego domu przyjmowaliśmy w naszych progach przedstawiciela sprzedaży bezpośredniej Pana Krzysztofa, któremu towarzyszył skromny, bardzo początkujący adept sztuki tego typu sprzedaży, Pan Janek. Jak się domyślacie to Pan Janek taszczył to wielkie pudło ze skarbem i bohaterem wieczoru w środku – zagranicznym odkurzaczem o nazwie Rainbow. Wcześniej zapowiedziano nam, to znaczy mojej żonie i mnie, Pana Krzysztofa jako ‘cudownego’ faceta, któremu nie może się oprzeć żadna kobieta i żaden... klient. Potrafiłby obojgu wszystko sprzedać, gdyby tylko wszystko miał w swoim asortymencie. Byliśmy, i razem i osobno, bardzo ciekawi jego umiejętności. Zaczęło się w wielkim stylu.

Hazard... 2


Moja żona już od progu została obdarowana kwiatem dla ‘urodziwej Pani domu’, co – nie powiem – przyjęła z miłym uśmiechem na twarzy, którego na mojej twarzy brakowało z dwóch powodów – z powodu tego właśnie uśmiechu mojej żony, oraz z powodu braku jakiegoś kwiatka dla mnie i adekwatnego opisu pod moim adresem! Usłyszałem ciche westchnienie żony... ‘Nic to.’ – pomyślałem – ‘Zobaczymy co będzie dalej.’ Dalej było coraz ciekawiej – Pan Krzysztof się dopiero rozkręcał. Dowiedzieliśmy się, że Pan Krzysztof jutro wyjeżdża i że mamy szczęście, że się zgodził, bo to ostatnia okazja. Postanowiłem powiedzieć ‘Dziękujemy.’ Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Potem wypełnialiśmy kwestionariusz prezentacji. To znaczy my, żona i ja, wypełnialiśmy, a Pan Krzysztof podpowiadał nam i konotującemu w pamięci Panu Jankowi z oczami utkwionymi w sufit i poruszającemu bezgłośnie ustami jak i jakie odpowiedzi należy wykreślać, a jakie zostawiać i co ukrywają te i inne sformułowania ankiety. Po dopisaniu daty, złożeniu podpisów (‘Bez obaw. To do niczego nie zobowiązuje. To nie cyrograf! Hy! Hy! – zaśmiał się czarująco Pan Janek i umilkł, nie wiadomo dlaczego(?) zgromiony marsowym spojrzeniem Pana Krzysztofa.) i otrzymaniu naszego egzemplarza przeszliśmy do prezentacji i ‘najbrudniejszego’ pokoju.

Hazard... 3


‘Gdzie Państwo zaplanowali naszą prezentację? Wiadomo, że zawsze staramy się utrzymać czystość w naszych domach, ale jeśli w jakimś z pomieszczeń Państwo dziś nie odkurzali...’ Tak, środek tygodnia, bo środa, wykładzina w tym pokoju będzie dobrym poligonem dla rzeczonego sprzętu. Za chwilę rzeczony sprzęt pojawił się w pełnej krasie na czerwonym dywanie naszego pokoju, jak na czerwonym dywanie dla VIP-ów. My wytaszczyliśmy ‘naszego krajowego zelmera’, chociaż nie podłączaliśmy go do gniazdka z napięciem, żeby się nie spalił ze wstydu. I wtedy Pan Krzysztof przejął inicjatywę. Nie, nie mieliśmy pojęcia, co można zobaczyć pod mikroskopem optycznym, który skieruje się na nieodkurzaną wykładzinę. Pan Krzysztof, muszę powiedzieć, zaskoczył nas i drugim pytaniem: nie, nie wiedzieliśmy co można zobaczyć pod mikroskopem elektronowym skierowanym na wykładzinę odkurzoną takim... (Hy! Hy! – Pan Janek,) ‘zakurzaczem’ jak ‘nasz krajowy zelmer’. Owszem trochę się przestraszyliśmy tego, co zobaczyliśmy na zdjęciach. Trochę myśleliśmy, że to potwory z ery dinozaurów (Hy! H... ... Marsowe spojrzenie!) a nie roztocza powiększone setki tysięcy..., czy... bilionów razy. Nie, nie zdawaliśmy sobie sprawy z wyników badań najlepszych naukowców, w zakresie szkodliwości tych drobnoustrojów dla naszego życia i zdrowia. Tak, pozwolimy odkurzyć naszą ‘obrzydliwą’ nieodkurzoną wykładzinę tym sprzętem. Pan Krzysztof: ‘Czy Państwo wiecie, że wyjeżdżam do innego miasta, tutaj sprzedaliśmy już prawie wszystko, a ja (nie spuścił skromnie oczu – zakonotowałem, chociaż nie poruszając bezgłośnie ustami wzorem Pana Janka) jadę do pracy do dużego miasta w centralnej Polsce... brakuje tam dobrych fachowców. Hy! Hy! A ile osób kupiło sprzęt, a ilu z Państwa znajomych na przykład Pan Piotrek!’ ‘Taak?! – moja żona wyglądała na szczerze zaskoczoną – ‘Nie mówiłeś mi.’ ‘Zapomniałem Ci powiedzieć.’ – skłamałem jak planowałem.

Hazard... 4


Po odkurzeniu wykładziny uwierzyliśmy, na słowo Pana Krzysztofa, że naukowcy zbadali, że w takiej wykładzinie jak ta, po odkurzeniu takim odkurzaczem tak ten, nie było prawa być zarazków chorobotwórczych: ‘W takiej wykładzinie jak ta, po odkurzeniu takim odkurzaczem jak ten, nie ma prawa być zarazków chorobotwórczych!’ Podkreślił z pewnością siebie w głosie Pan Krzysztof z towarzyszącym mu kiwaniem głową Panem Jankiem.
Czuliśmy, wraz z małżonką, że prezentacja zmierza do kulminacji. Pan Krzysztof rzucił niedbałe: ‘Państwo wybieracie płatność w całości, czy na raty...?’ Pytanie zawisło w powietrzu odświeżonym działaniem zagranicznego odkurzacza, małżonka zwróciwszy w moją stronę pytające spojrzenie jęła się nawet na poważnie zastanawiać... A ja wyrecytowałem, troszkę zbyt zduszonym głosem, przećwiczoną wiele razy w myślach (raz nawet głośno – pod nieobecność małżonki mojej) kwestię: ‘Musimy się jeszcze zastanowić, czy w ogóle kupujemy,... Potrzebujemy więcej czasu...’ ...?! ... Hy. Hy. Hy. Hy. (Cztery razy ‘hy’ bo to Pan Janek i Pan Krzysztof jednocześnie wydali z siebie te dźwięki.) Po chwili doszedłem do wniosku, gdy obaj Panowie zaczęli się pakować, że Pan Krzysztof to sterany życiem, zmęczony człowiek, miał bowiem na odchodnym coś takiego w twarzy. Chociaż, kto go tam wie?
Po zamknięciu drzwi, małżonka moja nie kryła zdziwienia. Bo myślała, że kupujemy. Bo nie spodziewała się czegoś takiego po mnie. Głęboko westchnąłem, pewien, że nikt oprócz niej mnie już nie usłyszy. Bez słowa, choć pot perlił mi czoło, wręczyłem jej spory plik banknotów. ‘Tyle dziś wygrałem!’ W oczach mojej żony dostrzegłem to samo, co oglądałem już tego wieczora w oczach nieodżałowanego Pana Janka i ‘cudownego’ Pana Krzysztofa. ‘Jak to?’ spytała.

Hazard... 5


‘Mało brakowało, żebym przegrał! Ale założyłem się z Piotrkiem, że nie dam sobie wcisnąć, tak jak On sobie dał, tego sprzętu, temu przedstawicielowi.’ ‘Co takiego?!...’ ‘No ale wiesz,’ dodałem, ‘zadzwonię w przyszłym tygodniu do Pana Janka. Niech przyjdzie do nas jeszcze raz, co?’

© by Tomasz Wyszkowski


2017 06 25 Zrozumienie siebie to początek

Ocean

Święto

Pewność

PEWNOŚĆ

Myślisz, że do tej pory wierzyłeś, że myślisz, że wiesz.
Teraz wiesz, że wierzysz, że myślisz.
A kiedy się dowiesz, że myślisz, że wierzysz...?
...Gdy uwierzysz, że myślisz, że wiesz?
Nie wiesz…?
Nie do pomyślenia, w co można uwierzyć, że się wie.
Wprost nie do wiary.
Pomyślisz… i już nie wiesz, w co wierzyć. 


© 2017-09-10 by Tomasz Wyszkowski